Pokazywanie postów oznaczonych etykietą motywujące. Pokaż wszystkie posty

Czy 8 metrów kwadratowych wystarczy do życia?


Jakiś czas temu we Wrocławiu zbudowano budynek, w którym znajdują się same mikroapartamenty. Nazwa nie jest artystyczna, ani podchwytliwa, one naprawdę są mikro! Największa kawalerka ma 27 m kw, a najmniejsza 11,5 m kw. Pomyślałam, że to szaleństwo, że mój wynajmowany pokój jest metrażowo większy. Ogólnie przekonałam się w życiu, że jestem fanką przestrzeni, więc pomyślałam, że nikt tego nie kupi... Z ciekawości popatrzyłam na plan mieszkań- prawie wszystkie sprzedane! Szaleństwo w biały dzień. Oglądam dalej, otwieram wizualizacje i w głowie mi się nie mieści (już nawet w głowie się nie mieści co dopiero tam!) jak się tam zmieścić... Składane łóżka, składane krzesła. Jak rozłożysz jedno, zapomnij o drugim. Ciasno aż serce ściska.

Potem dostałam po własnym nosie, bo dziś siedzę i zachwycam się maleńkimi apartamentami. Może nie dokładnie tamtymi, bo wizualizacje są zimne i nowoczesno puste, ale metrażowo bardzo podobnymi.
Jak to się stało?

(wszystkie filmy są w języku angielskim, można to trochę obejść klikając opcję pod małym kołem zębatym: ustawienia-->napisy-->przetłumacz automatycznie i wybrać język)

Najpierw był film- Capitan Fantastic (bardzo gorąco polecam). I pytanie: czy my naprawdę potrzebujemy tak dużo do mieszkania? Jeśli spędzamy tyle czasu poza domem, czy na dworze, czy z przyjaciółmi, u rodziny, czy w pracy, to wielkość domu przestaje urastać do największych walorów... Tak, wymaga to życia poza domem, ale czy tak do końca stworzeni jesteśmy jako domatorzy? Pojawia się pytanie, a co jak mamy rodzinę? Wspomniany film wiele tu podpowie, ale pierwszy filmik, na który trafiłam w temacie maleńkich domów (ang. tiny houses) to dom małżeństwa z maleńkim dzieckiem:

Ma zaledwie 20 m kw. i da się żyć, nawet więcej: żyć naprawdę szczęśliwie! Powiecie- że to wynika ze stylu życia, takiego trochę hipisowskiego, w mocnym połączeniu z naturą. To chodźmy dalej:



Nowoczesny, stylowy, czysty, jasny dom, do tego na kółkach! Meble nie odbiegają od tych wstawianych do przestrzennych domów, jest nawet sentymentalne krzesło dziadka z odciskiem jego palców po malowaniu. Wejście na piętro przeznaczone do składowania rzeczy w postaci ścianki wspinaczkowej, wszędzie zaadoptowane stare euro palety. Mnóstwo pomysłów!
Inny przykład:


Znów mnóstwo pomysłów: zamknięta w szafie pralka, pomysłowy żyrandol. Maleńka przestrzeń zaadoptowana w bardzo indywidualny sposób.
Maleństwo zbudowane własnoręcznie:

I jeszcze jeden, w przepięknej lokalizacji, a jak się znudzi, można pojechać gdzie indziej. Czynsz w takim miejscu byłby ogromny, a tak jest tanio. Głośniki w ścianach i kuchnia podświetlana na niebiesko? Dlaczego nie- "wolnoć Tomku w swoim domku".

Na podsumowanie maleństwo, które ma 8 m kw. Nie tak urocze jak reszta i jak mówi właścicielka "rozciągnąć się można tylko w jednym kierunku- do góry", ale wciąż zaskakująco funkcjonalne.
I wspaniałe podsumowanie:
"-Co najbardziej lubisz w swoim domu?
-To, że ciągle wymaga ode mnie kreatywności. Próbujesz czy coś zadziała i jeśli nie wychodzi, próbuje inaczej"
Aż strach pomyśleć ile przestrzeni marnujemy, ile moglibyśmy tam zmieścić, lub jak sprytnie zorganizować swoje otoczenie. Fantastyczne jest to, że świetne pomysły na przestrzeń stały się popularne, wręcz modne i możemy tak bawić się czterema kątami;

A wszystko wsparte o jakże popularną dziś ideę minimalizmu, która upraszcza nam życie, pokazuje jak niewiele potrzebujemy i czyści otoczenie z miliona szpargałów, a co za tym idzie czyści umysł i pomaga organizować życie. Mniej miejsca to także mniej miejsca do zrobienia bałaganu, w tych maleństwach po prostu trzeba utrzymywać porządek! Serce ściska? Wręcz przeciwnie! Aż serce rośnie, bo w porządku  ma dużo więcej miejsca.
Czy udałoby Ci się dziś zamieszkać w takiej przestrzeni?

To na pewno potężne wyzwanie dla mnie, bo uwielbiam gromadzić "przydasie" i trudno rozstać mi się z ubraniami (gdzie Ci ludzie trzymają ubrania?!). Mimo to wiem, że wraz z nadchodzącą wiosną trzeba będzie je podjąć i wyczyścić szafy, żeby zmieściło się w nich więcej dobrych myśli i inspirujących planów:)


PS. Blog na trochę zamarł. Jego idea ciągle się zmienia i trochę blokuje to dalsze tworzenie. Więc zanim skończę spór z samą sobą o to co chcę tu zamieszczać, będę wrzucać to co znajdę i co uznam za wartościowe do przekazania/zachowania :) Zapraszam, choć nie potrafię zdefiniować konkretnie na co.

Jesteś piękna! Dlaczego w to nie wierzysz?


Kobieta od zarania wieków jest i cudem i tajemnicą. Nie wiadomo czym bardziej. Dlaczego cudem to chyba każdy interpretuje inaczej. Tajemnicą, bo tak naprawdę nikt na ziemi zrozumieć jej nie może, nawet ona sama. Obok złożonej psychiki, ogromnej zdolności do empatii, wrodzonego instynktu matczynego, siódmego zmysłu został nam kobietom dany cud przekazywania życia. Nie tylko tego fizycznego, ale też duchowego. Rozjaśniamy wnętrza, wprowadzamy przeżycia, jesteśmy bezwzględne wobec szarości życia i ubarwiamy otoczenie.

Skąd więc bierze się w nas ogromny ból i choćby cień niepewności co do naszej piękności? Dlaczego widzimy się w tak ciemnych barwach? Dlaczego krytykujemy siebie same tak surowo? Często to nie otoczenie nas ocenia, a my same jesteśmy najgorszymi krytykami.
Mało się o nas dzisiaj mówi tak jak powinno. Wyretuszowane reklamy i społeczeństwo (też wyretuszowane) jak mantrę powtarza nam, że jesteśmy "nie dość..." "za mało..." albo "za bardzo...". I tak, gdzieś w odmętach duszy zasiano nam niepewność, ogromny niepokój o nasze piękno, a przecież je mamy. Nie na twarzy, nie w rozmiarze, ani stroju. I Bogu dzięki! Bo to wszystko się zmieni, twarz się pomarszczy, rozmiar się zwiększy bądź zmaleje, a strój podrze. Piękno zostanie.

Proponuję tutaj, teraz, podróż przez zaledwie 6 filmików. Nie musisz ich oglądać na raz, ale upewnij się żeby kiedyś obejrzeć wszystkie, bo każdy mówi o czymś ważnym. Poruszają kwestię dla nas bolesne i wiele dają do myślenia:

Genialne doświadczenie DOVE, poproszono kobiety o opisanie siebie i rysowano portret na postawie tego co mówiły, następnie poproszono obcą osobę o opisanie tych samych kobiet i narysowano drugi portret. Rysunki okazały się zupełnie różne... Same dla siebie jesteśmy najbardziej surowymi krytykami.
Gdyby Photoshop istniał w życiu ile byśmy zmieniły? Czy dalej wyglądałybyśmy jak my?

Filmik bazujący na komentarzach ludzi, którzy zawsze będą niezadowoleni. 

I coś z TED'a- ogromnej skarbnicy motywacji, ciekawostek, perełek, wiedzy niebanalnej i niepopularnej, gdzie każdy znajdzie coś dla siebie. Tutaj poruszająca historia Cameron Russel, która odkrywa tajemnice modelingu.
Sama nie przepadam za coachami i motywacyjnymi mowami wykrzykiwanymi na scenach, spotkaniach i wiecach, ale ta ma coś w sobie. Coś co pozwala chociaż na chwilę przypomnieć sobie kim się jest.

Dove jest mistrzem w tych filmikach, ogromne brawa dla nich za markę z przesłaniem!
Jeśli miałabyś określić siebie, które słowo być wybrała: przeciętna czy piękna?

Parę słów komentarza: tak naprawdę szukając tych filmików i gromadząc je, robiłam też to dla siebie. Nie po to żeby komukolwiek udowadniać bycie lepszym (bardzo daleko mi do feministki), ale żeby pamiętać, że iskierki życia w oczach nie będą płonąć, bez dokładania do wewnętrznego ogniska przekonania o byciu pięknym. Ta prawda "jesteś piękna" jest odporna nawet na najlepszą pamięć ludzką i trzeba ją sobie (albo nam wszystkim) nieustannie przypominać (tutaj także apel do Panów).


Powroty.


Powroty są zawsze piękne. 
Powroty mają to "coś". 
Dlatego warto wracać, 
choć było już bardzo dość.

Jak kropla wody do morza,
kilometrami hen gna,
Tak ja wracam z daleka,
ile razy się da.

Do pięknych miejsc życia,
historii tkanych jak z nut
i wspomnień gromadzonych 
przez piękny życia trud.

Aby lepiej pamiętać,
rozkładać życie na części,
spisywać przemyślenia
i marzeń gęste treści.

Więc znów od dziś zaczynam,
myślami zapełniać strony,
tym razem trochę inaczej,
by inne zebrać plony

We wspólną podróż wyruszmy
zwiedzić umysłu korytarze,
być może także niejeden 
górski szczyt się ukaże.

Pośród podróży dalekich,
zdjęć zachwycających
doceńmy razem tę podróż
pełną zachwytów fajtających



*w ostatniej linijce słownik rymów zawiódł... Chociaż, czasem czuje jak moje życie fajta mi  w najmniej spodziewanych momentach.

Tak, wracam znów na bloga, pisać i marzyć. A co.

pokonaj siebie, warto!

Są takie wyzwania w życiu, które człowieka zupełnie przerastają i pokonują. Nie da się ich samemu podjąć, a wszystko kosztuje pokonanie siebie, swoich słabości, lęków, przyzwyczajeń. Często wiążą się z odkryciem pancerza starannie budowanego przez lata, wokół najdelikatniejszej naszej sfery.

I takiego się właśnie podjęłam.
W imię porządku w życiu, w imię lepszego dobra- spokoju.
Strasznie ciężko było, ale warto.

Dzień później wyglądało to tak, jakby cała przyroda postanowiła odpłacić mi pięknem za trud. Świeciło słońce, wszystko kwitło, trawa była najzieleńsza z możliwych. Nigdzie się nie spieszyłam, wiedziałam że już będzie dobrze, bo jestem dzielna. Każdy wymyślony scenariusz się nie sprawdził (wszyscy przegrali zakłady), spełnił sie scenariusz jeszcze inny, taki spoza wyobraźni. I dobrze. Marne byłoby życie gdyby można je było przewidzieć.

Skutków jeszcze brak, pokoju jeszcze nie ma, wnioski się jeszcze nie zrodziły, ale potrzeba czasu. Jeśli do podjęcia tego przygotowywałam się pół roku, dziwne żeby skutek był w parę minut...

Ogólnie polecam. Pokonywanie siebie jest bardzo wartościowe, bo nagle okazuje się że siebie kompletnie nie doceniamy. Że nasza granica wytrzymałości jest dużo dalej niż myślimy...

Z przyjacielskich rad:
"musisz zmienić czołg Słońce"

o oszustwach

Poczułam się strasznie oszukana.

Przepis jak przepis, składniki i proste tłumaczenie co jak gdzie i kiedy dodać. Na szczęście brak w ogólnodostępnych przepisach miarek typu "na oko", które zawsze były dla mnie nie lada wyzwaniem gdy mierzyłam się z przepisami mamy. Tylko co z tego, że jestem pewna że wszystko zrobiłam dobrze, skoro to co uzyskałam nawet w przybliżeniu nie wygląda tak jak na zdjęciu?! Wyszła mi makaronowa papka, nie powiem- bardzo dobra, ale zupełnie nie przypomina tego co powinna. Wiec tak się zastanawiam, po co? Po co dodajemy idealne zdjęcia potraw skoro takie nie wychodzą? Czemu uwielbiamy modelki w rozmiarach rzadko możliwych do uzyskania przez nas? Po co tworzymy sobie niedoścignione ideały, co może skończyć się tylko wiecznym poczuciem niespełnienia?
Dobrze jest mierzyć wyżej niż się sięga, żeby mieć o co doskonalić i pamiętać, że zawsze można lepiej, ale mierzmy wciąż możliwie! Wyznaczmy sobie czasem łatwy cel, tylko dla uczucia "udało mi się!".

Na szczęście w przepisie nigdy nie gwarantują konkretnego smaku! Bo przecież najzwyklejsza pomidorowa w każdym domu smakuje inaczej...

Charlie XCX- Boom Clap